|
Muszę zacząć od sprostowania. Fakt przerzucenia występu zespołu Triquetra z początku dnia na samiutki koniec to nie pomysł organizatorów koncertu. W tym wypadku w grę wchodziły fanaberie zespołu Testament, który stwierdził, że ich nic nie interesuje i oni chcą grać od 23 ...
No cóż ... ponoć tak to już bywa z gwiazdami. W tym wypadku nie dało się nic zrobić. Nawet gospodarz festiwalu - zespół Hunter - zmuszony był skrócić swój występ, przez co nie dość, że nie zagrali całej zaplanowanej setlisty to jeszcze nie było co marzyć o jakimkolwiek bisie.
Kilka słów o tym występię będzie jeszcze niżej.
A póki co trzeba by napisać kilka słów na temat zespołów jakie wystąpiły na zakończenie tegorocznej edycji Hunter Festu.
Hardcore to mimo wszystko kompletnie nie moja bajka. Zmuszony byłem bazować na zasłyszanych opiniach czy to redakcyjnego kolegi czy to zgromadzonej publiki. W sumie publiczności zbytnio nie musiałem wypytywać. Wystarczyło obserwować jak się bawią ;)
Ten dzień w gruncie rzeczy należał do zespołów thrash-metalowych. To one przeważały na scenie. Organizatorom udało się zgromadzić na scenie śmietankę thrash-metalowych kapel z różnych stron świata (USA, Czechy, Holandia).
Fani tego rodzaju muzyki na pewno byli wniebowzięci tym co zostało im zaserwowane. Nieczęsto w Polsce można trafić na imprezę podczas, której serwowany jest taki zestaw i taka dawka ciężkich brzmień.
Kilkanaście osób w różnej kolejności wychwalało występy zespołów Arakain, Death Before Dishonor oraz Born From Pain.
Każda z tych kapel zaprezentowało kawał ciężkich brzmień, które z każdą chwilą rozgrzewały publiczność. Z całą pewnością niejedna z osób obecnych w Szczytnie za rok wróci w to miejsce z nadzieję na kolejną udaną imprezę.
Około godziny 21 na scenie pojawił się zespół Death Angel. Należy przy tym zaznaczyć iż amerykanie po raz pierwszy występowali w Polsce. Miejmy nadzieję, że nie po raz ostatni. Chłopacy może i nie zagrali tak ciężko jak ich poprzednicy ale za to zagrali zdecydowanie szybciej. Perfekcyjnie techniczni, żywiołowi i bardzo energiczni.
A później ... Później na scenie pojawił się gospodarz imprezy czyli zespół Hunter.
I tu ciekawostka ... Ich występ wspomagał ... Jelonek!
Piękne połączenie :)
Publiczności także się podobało bo kilka razy w czasie wystepu Hunter'a zdarzało się iż zgromadzeni pod scena głośno skandowali "Jelonek! Jelonek! Jelonek!"
Mam nadzieję iż zespół Hunter nie poczuje się z tego powodu niedoceniony? Mimo wszystko zdecydowana część publiczności z niecierpliwością czekała na ich występ i nie jedną piosenkę odśpiewała wraz z wokalistą. Można wręcz odnieść wrażenie, że niejeden fan ... niejedna fanka przyjechała do Szczytna głównie dla Huntera :)
Niestety jak już wspominałem, z powodu życzeniu zespołu Testament trzeba było maksymalnie skrócić występ Huntera.
Hmm ... Co by tu o Testamencie napisać? Mieli u mnie minusa za te programowe zmiany. No ale .... Pokazali klase. To trzeba im przyznać.
Po występie Death Angel myślałem, że szybciej już się nie da zagrać. Myliłem się. Testament pokazał piękną i techniczną grę. Niejeden powinien się od nich uczyć. Jedyne zastrzeżenia kierować należy w stronę ich dźwiękowca, który kilka razy niemiłosiernie dał ciała. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca.
Ostatni dzień Hunter Festu zbliżał się ku końcowi. Po testamencie zagrała grupa Ceti oraz przerzucona z początku dnia grupa Triquetra. Równie pokrzywdzona jak grający dzień wcześniej Outside.
Ale, ale ... Jerst tego jasna strona! Chłopacy z Triquetra moga od tej chwili wpisywać w CV iż byli supportowani przez Huntera, Testament i Ceti! A przeciez to nie byle co :)
Ale starczy tych żartów.
Mała łyżka dziegciu czyli dwa poważne minusy (moim zdaniem).
- nie do pomyślenia jest dla mnie iż jadąc na tego typu imprezę nie wiem kto i o której zagra. Więcej! Nie wiem nawet o której zaczyna się pierwszy koncert! A taka sytuacja miała właśnie miejsce. O godzinie rozpoczęcia i godzinach grania poszczególnych zespołów można się było dowiedzieć dopiero w sobotę po przyjechaniu na miejsce :(
- kompletny brak zaplecza dla mediów. Nawet nie wiecie ile trudu kosztowało mnie znalezienia gniazdka z prądem by móc podłączyć laptopa i móc umieścić kilka stron i napisać kilka słów na temat tego co się dzieje. To naprawdę nie rzutuje dobrze na opinię o organizatorze i imprezie. Odnosiło się wrażenie, że dziennikarze zostali kompletnie olani. To nie to co na innych tego typu imprezach.
Wiem, wiem ... czepiam się. Ale tak po prostu było. odnosiło się wrażenie iż panuje lekki chaos organizacyjno-informacyjny. No ale ważne jest iż publiczność była zadowolona i zaspokojona pod względem muzycznym.
Udało mi się usłyszeć kilka opini na temat Hunter Festu. Zdecydowana większość ludzi na pierwszym miejscu stawiała występ Moonspell'a (i wcale mnie to nie dziwi :) ). Dalsze pozycje mogą wydać się jednak lekką niespodzianką dla niektórych, ponieważ wymieniane były takie zespoły i wykonawcy jak:
- Jelonek
- Death Angel
- Frontside
- Totem
- Rootwater
- Arakain
Oczywiście były osoby, które zachwycały się także wystepem Katatoni, która zaprezentowała zajeb ... ekhem ... perfekcyjny warsztat techniczny. Nie można im tego ując. jednak chyba nie pasowali stylistycznie do reszty ...
Jak to się mawia: Są gusta i guściki. Nie wszystkich można zadowolić.
Spędziłem w Szczytnie dwa niezapomniane dni. Mam nadzieję, że za rok znów będę miał okazję. Być może spotkamy się tam? niezbadane są ściezki losów.
Organizatorom mimo kilku wpadek gratuluję zorganizowania tej imprezy. To nie bułka z masłem coś takiego zaplanować i przeprowadzić.
Wszystkim zgromadzonym w Szczytnie gratuluję umiejetności dobrej zabawy i dobrego zachowania. Byliście genialni.
Do usłyszenia lub zobaczenia w jakiejś przyszłości.
Komentarze
|