| Dezerter, Armia i New Model Army |
|
|
| 16.05.2006. | |
|
Posłuchaj wywiadu z Krzysztofem Grabowskim (Dezerter) Koncert rozpoczął Dezerter. Dał ponad godzinny polityczny set, w którym wybatożył wszystkie złe, miałkie i niegodne człowieka zachowania i instytucje. Co ciekawe grane przez niego numery, pochodzące głównie z początku lat osiemdziesiątych, doskonale pasują do sytuacji politycznej naszego kraju. Nie tylko obecnej, ale i tej z którą mamy styczność od już blisko 20 lat. Bo czyż numer Szwindel, który został zagrany jako drugi w kolejności, nie pasuje świetnie do każdego kolejnego rządu? Postawią sobie pomnik bohatera ![]() Nic więc dziwnego, że pod sceną świetnie bawili się i młodzi i starzy fani legendy polskiego punka. Zespół mimo, iż już wiekowy - obchodzi w tym roku 25 lecie działalności - nie pozbył się wciąż werwy i garażowego brzmienia. Dla wielu osób to ostatnie może być dowodem na amatorszczyznę, jednak miast utyskiwać, niech przejdą się na koncerty Dezertera. Tłum irokezów, panów z brzuszkami i staruszek fikających kozły pod sceną jest najlepszym dowodem na to, że "najbardziej intelektualna załoga punkowa w Polsce" - jak często określano Dezertera w latach 80-ych - wciąż ma moc i doskonale radzi sobie zarówno z tematami uniwersalnymi, jak i z opisem teraźniejszości. Armia Zespół Budzyńskiego, to obok Dezertera, najbardziej znana kapela polskiego mocnego uderzenia lat osiemdziesiątych. W trakcie swojej historii przeszedł wiele metamorfoz. Uciekając z szufladki punk, stracił jednego z założycieli - Roberta Brylewskiego - i poszedł w kierunku rocka mistycznego, by stać się zespołem chrześcijańskim. Czy wyszło mu to na zdrowie? Trudno powiedzieć. Z pewnością nowy wizerunek ma swoich zwolenników, co widać było pod sceną rozstawioną na dziedzińcu UW. ![]() Zespól gra wyjątkowo profesjonalnie, czysty dźwięk, twardy rytm, ciekawe aranżacje, nietuzinkowe teksty obracające się wokół spraw duchowych, to musi się podobać. Trudno jednak nie zauważyć, że w odróżnieniu od Dezertera, Armia straciła gdzieś po drodze spontaniczność i radość grania. Przypomina bardziej, punkowy boys band, w którym wszyscy muzycy to doskonale wypełniający swoje obowiązki pozbawieni własnych twarzy przystojniacy. Mówiąc wprost, Armia to Budzyński, resztę zespołu można by spokojnie podmienić na innych doskonałych instrumentalistów i nic wielkiego by się nie stało. ![]() Budzyński doskonale zdaje sobie z tego sprawę i całą swoja postawa daje poznać publiczności kto tu rządzi. Niestety facetowi brak wyczucia i im dłużej słucha się jego śpiewu, tekstów, tym szybciej popaść można w stan znudzenia wynikłym z obcowania z ewidentnym kabotynem. Jak bowiem, jak nie dość słabej jakości żart, odbierać należy wykonywanie przez Armię utworów Siekiery w której Budzyński piastował niegdyś pozycję wokalisty, a którą przez całe lata opisywał jako najciemniejszy okres w swoim życiu. Dziś znów gra stare i przeklęte przez siebie numery. Niestety słuchając i patrząc jak wykonuje Misiów Puszystych, trudno nie odnieść wrażenia, że koniunkturalnie wykorzystuje falę popularności starych zespołów punkowych, wywołaną przez książkę Mikołaja Lizuta Punk Rock Later. Tłum to jednak łyka, co widać było w trakcie koncertu. Reasumując występ, Budzyński wraz zespołem znanym jako Armia, dała mocny rockowy szoł, profesjonalny, lecz pozbawiony ducha i autentyczności. New Model Army Dla osób znających New Model Army, występ anglików był czystą, acz spodziewaną przyjemnością. Osoby które pierwszy raz zetknęły się z tą kapelą miały podwójną przyjemność, wynikła z połączenia zaskoczenia niezwykle ciekawą muzyką i doskonałym jej wykonaniem. Już po pierwszym zagranym przez NMA utworze wiadomo było, że na scenie pojawiła się gwiazda. Przepiękne połączenie z celtyckimi motywami, delikatnego, rodem z The Cash płynącego punka, uspokoiło rozgrzaną koncertami Dezertera i Armii publiczność. ![]() Impreza przeistoczyła się w istny piknik dobrego nastroju. Nie znaczy to oczywiście, ze angole zanudzili zebrany przed sceną tłum. Wręcz przeciwnie, wszyscy doskonale się bawili, matki karmiły swe przypięte do piersi dzieci, starsi panowie po trzydziestce podskakiwali radośnie, nucąc znane sobie utwory, młodzież szalała pod sceną, ba można było zobaczyć pałkera Dezertera który zadumany stał w tłumie wsłuchując się w dźwięki płynące ze sceny. ![]() No właśnie, dźwięki. Co by nie mówić o naszych rodzimych gwiazdach grających tego wieczoru, to trudno nazwać ich granie inaczej niż czystym czadem. New Model Army pokazał, że zaangażowane społecznie utwory, można grać w sposób, który sprawia przyjemność słuchaczowi. Mało tego, muzyki NMA można spokojnie słuchać zarówno w samochodzie, jak i podczas porodu, nie ryzykując, że otoczenie dostanie piany na ustach i chęci do nagłego skoczenia sobie do gardła. Zarówno muzycznie jak i od strony kontaktu z publicznością NMA zaprezentowało się bez zarzutu. Patrząc na ich występ trudno było nie zauważyć, że nasze rodzime gwiazdy, mimo pozornego profesjonalizmu i świetnego kontaktu z publicznością, lata świetlne dzielą od poziomu reprezentowanego przez angielskich kolegów po fachu. Kto nie był nigdy na koncercie New Model Army niech żałuje, kto ma ku temu sposobność niech koniecznie się wybierze. Minimal
Set as favorite
Bookmark
Email This
Odsłon: 574 Komentarze (0)Napisz Komentarz |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|






Tegoroczne warszawskie Juwenalia rozpoczęły się od mocnego uderzenia. Na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego, można było zobaczyć trzy legendy punk rocka. Dezerter, Armia i New Model Army to zespoły które za żywota stały się legendami, choć każda z innego powodu.





7.02.2009 Warszawa
Alternative, Industrial, Experimental - to najczęściej pojawiające się określenia opisujące muzykę wrocławskiego zespołu Co.In. Zespół wydał właśnie na wpół chałupniczą metodą płytę pod tytułem "Plan B". Płytę, którą można swobodnie określić mianem płyty nowoczesnej, pomysłowej i świetnie wyprodukowanej. I dzięki temu właśnie zespół ten znalazł u nas swoje miejsce w dziale "Zespół Tygodnia" 


