| Śpiewać każdy może, nawet Brosnan |
|
|
| 29.08.2008. | |
ABBA i więcej nic
Film Phyllidy Lloyd jest dziełem podwójnie wtórnym. Przed nim był nie tylko musical, obecny na światowych scenach od lat dziewięciu, ale i komedia "Dobranoc Signora Campbell" z 1968 roku, w której temperamentna Gina Lollobrigida naciągała trzech swoich byłych kochanków na alimenty. Niestety, córka podrosła i zapragnęła poznać prawdziwego tatusia. W wersji scenicznej fabuła stała się jeszcze bardziej rachityczna. Nikt tutaj nikogo nie naciąga, rzecz dzieje się na grecklej wysepce, a wszelkie problemy znikają tak szybko, jak się pojawiły. Teatralność została jeszcze bardziej podkreślona przez powierzenie reżyserii osobie, która wcześniej nie miała do czynienia z kinem. Dodatkowym (oprócz 27 piosenek ABBY) magnesem miało być obsadzenie w głównych rolach aktorskich sław nie kojarzonych dotąd z musicalem. Meryl Streep, Pierce Brosnan, Colin Firth i Stellan Skarsgard nie mają co grać, ale próbują tańczyć i śpiewać. Z kiepskim skutkiem. Odruchy stadne funkcjonują także w środowisku krytyków filmowych. Od lat utarł się zwyczaj, by WSZYSTKO co wyczynia przed kamerą Meryl Streep uznawać za genialne i godne najwyższej pochwały. Recenzenci pieją więc z zachwytu, gdy 59-letnia aktorka pląsa, skacze, robi szpagat i stara się być za wszelką cenę zabawna. Gdy Streep próbuje zakasować Joannę Liszowską i Kingę Rusin, u jej boku pogrąża się Pierce Brosnan. Eks-Bond nie powinien śpiewać nawet przy goleniu. Zakłopotany grymas, który stale gości na jego obliczu, zdaje się wskazywać, iż Brosnan poniewczasie zdał sobie sprawę, że znalazł się w niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu. O niebo lepszy był w reklamie Wólczanki. Szkoda, że panny młodej nie zagrała, robiąca ponoć karierę w Hollywood, Alicja Bachleda-Curuś. Nagrała płytę, więc umie śpiewać, a z wytrzeszczem, którym epatuje Amanda Seyfried też by sobie łatwo poradziła. To są jednak detale. Generalnie film padł ofiarą sukcesu musicalu. Pokusa, by niczego nie zmieniać i zrobić teatr w kinie okazała sie zbyt silna. Mogło być inaczej. Twórcy "Priscilli - królowej pustyni" i "Wesela Muriel" potrafili wykorzystać piosenki ABBY w sposób bardziej pomysłowy i przewrotny. Autorzy "Mamma Mia!" dopiero w scenach, towarzyszących napisom końcowym pozwolili sobie na trochę luzu. Niestety, to też już było - choćby w teledyskach duetu Erasure. Przeboje szwedzkiego kwartetu lada moment zyskają status evergreenów, ale na popkulturowej scenie style i mody zmieniaja się szybko. Tymczasem scenarzystka filmu wrzuciła wszystko do jednego worka. Czasy obyczajowej rebelii, epokę hedonistycznego disco, a nawet punk (jeden z domniemanych tatusiów deklaruje się jako fan Johnny'ego Rottena). Nie mówiąc już o tym, że jeśli akcja "Mamma Mia!" rozgrywa się w roku 2008, to sentymentalnym soundtrackiem powinny być raczej hity Madonny lub U2 niż szlagiery, pamiętające towarzysza Breżniewa. MAMMA MIA! produkcja: USA 2008, reżyseria: Phyllida Lloyd, obsada: Meryl Streep, Pierce Brosnan, Colin Firth, Stellan Skarsgard, Amanda Seyfried, dystrybucja: UIP, premiera: 29 sierpnia Autor: Wiesław Chełminiak
Set as favorite
Bookmark
Email This
Odsłon: 273 Komentarze (0)Napisz Komentarz |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|






"Mamma Mia!" jest ułomnym musicalem i nudnawą komedią romantyczną. Przed wyjściem z kina powstrzymują jedynie rozbrzmiewające z ekranu kompozycje spółki Benny Andersson/Björn Ulvaeus, których nie zdołały popsuć nawet wątpliwej jakości wokalne popisy sławnych aktorów.
7.02.2009 Warszawa
Alternative, Industrial, Experimental - to najczęściej pojawiające się określenia opisujące muzykę wrocławskiego zespołu Co.In. Zespół wydał właśnie na wpół chałupniczą metodą płytę pod tytułem "Plan B". Płytę, którą można swobodnie określić mianem płyty nowoczesnej, pomysłowej i świetnie wyprodukowanej. I dzięki temu właśnie zespół ten znalazł u nas swoje miejsce w dziale "Zespół Tygodnia" 


