| Chylińska: Superbiedrona, czyli atak kosmicznych śpiochów |
|
|
| 23.08.2006. | |
![]() Agnieszka Chylińska Myślałam sobie wtedy: "Fajnie śpiewam, więc co mi tam jeszcze jest do szczęścia potrzebne"? A tymczasem okazało się, że jestem maksymalnie do dupy, bo nie uległam STYLIZACJI... Że co z tego, że ja i może coś tam zaryczę, coś tam napiszę. Mnie nie można pokazać w tiwi! Ja muszę, jak w Muppetach, spotkać na swojej drodze "Twarzozmian", to jest szafę, taką dziwną z łapami, która, bez pytania, czy można, zacznie wyrywać mi włosy, odzierać z ciuchów, ze złudzeń, że się jest OK. Pamiętam, jak w wytwórni zebrała się wokół mnie grupka specjalistów od wizerunku i kręcąc kółko graniaste syczała na mnie z dezaprobatą, że ja nie mogę w bluzie brata, że nie mogę bez mejkapu, że ja teraz mam być gwiazdą prima sort, a gwiazda prima sort to musi mieć stylistę. No i dali mi stylistę, a właściwie stylistkę, co na dzień dobry ubrała mnie w zbyt obcisłą sukienkę różową i do tego mokasyny pistacjowe kazała włożyć na nogi. Na łeb mi założyła czerwony cylinder i już było po. Już byłam super. Wszyscy byli tacy zachwyceni, ja też, bo się okazało, że ja mogę se do domu wziąć te ciuchy. ![]() Agnieszka Chylińska I kiedyś, bo w końcu kraj nasz ukochany, ale nie za duży w sumie, znowu zawitaliśmy w to samo miejsce, do tego samego hotelu co wtedy i ja wchodzę do recepcji, a tam pani Krycha w mojej papuziej bluzce, a że to był ciuch z atelier jakiegoś ę-ą to mylić się nie mogłam, a i Krycha w swoim ciucholandzie takiej bluzki by nie znalazła, choć podobną na pewno...
Miałam nową ksywę w zespole: "Superbiedrona", czyli że było fajnie, tak zabawnie i modnie, co najważniejsze. A jak tamtą pogoniono w końcu, to się pojawił następny, co kazał mi włożyć takie spodnie robocze jak na stacji CPN, tło za mną postawił błękitne, nalepił na nie kropki i ja znowu się czułam jak boża krówka. A wszyscy oni kasę z FIRMY brali, a wszyscy oni stylistami nazywać się kazali. Każdy miał w gębie kupę frazesów, a potem znikali jak niepyszni, pozostawiając mnie z kolejną traumą i siatką zajefajnych ciuchów. Czasem, jak mam za dobry humor, to se puszczam moje teledyski z ery superbiedrony i patrzę. Przypominam sobie pana "reżysera", co mówił, jaka jestem fajna, by parę lat później, gdy okazało się, że na tych koszmarkach kasy trochę za dużo zarobił, wypluć z siebie, że wyglądałam jak małpa na kiju. Wspominam z rozrzewnieniem, jak mi szefostwo własny sweter do pierwszego teledysku pożyczyło, jak nikt nie umalował mi ryja do teledysku drugiego i jak w kosmicznych śpiochach wiruję w teledysku trzecim, a potem przełączam se na emtiwi i gul mi skacze, że dzisiaj to my mamy Paryż, Londyn, Niu Jork, że te dupeńki wszystkie takie ładne i dobrze ubrane, i że superbiedrony to już tylko w jednej takiej partii politycznej można uświadczyć... Agnieszka Chylińska Źródło: Interia.pl
Set as favorite
Bookmark
Email This
Odsłon: 316 Komentarze (0)Napisz Komentarz |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|








Z czasem "pogubiłam" wszystko, co dostałam, ale FIRMA nie dawała spokoju, bo w końcu sesje zdjęciowe, wywiady. Ja muszę wyglądać, się prezentować. I mi tym razem znaleźli jakąś, co to dopiero z Londynu wróciła i się na rzeczy znała. Ta mi uszyła kombinezon pomarańczowy, co na moim ówczesnym dupsku wyglądał jak wielkie śpiochy dla nie do końca rozgarniętej i zbyt wyrośniętej sześciolatki. Kazała doczepić mi trzydzieści warkoczyków do moich krótkich włosów i znowu byłam super.
7.02.2009 Warszawa
Alternative, Industrial, Experimental - to najczęściej pojawiające się określenia opisujące muzykę wrocławskiego zespołu Co.In. Zespół wydał właśnie na wpół chałupniczą metodą płytę pod tytułem "Plan B". Płytę, którą można swobodnie określić mianem płyty nowoczesnej, pomysłowej i świetnie wyprodukowanej. I dzięki temu właśnie zespół ten znalazł u nas swoje miejsce w dziale "Zespół Tygodnia" 


