| Najgłośniejszy zespół świata |
|
|
| 06.07.2008. | |
![]() Neil Young Wszystko to za sprawą irlandzko-brytyjskiej formacji My Bloody Valentine, uważanej swego czasu za "najgłośniejszy zespół świata". Od jakiegoś czasu ten honorowy tytuł znów jest aktualny. Grupa, kierowana przez Kevina Shieldsa (autora muzyki m.in. do filmu "Między słowami"), rozpadła się w 1997 roku po wydaniu albumu "Loveless". Sam Brian Eno skomplementował płytę określając ją mianem albumu, który zmienił oblicze muzyki. Później Shields, który sesją do "Loveless" o mało nie doprowadził do bankructwa legendarnego labelu Creation, kasował kolejne sesje nagraniowe grupy jako niewystarczająco doskonałe, co doprowadziło w konsekwencji do wspomnianego zawieszenia działalności. W zeszłym roku zespół triumfalnie powrócił na scenę, by kilka tygodni temu wyprzedać cztery z rzędu koncerty w Londynie. To, co My Bloody Valentine zaproponowali w Roskilde, ucieka wszelkim klasyfikacjom. Najważniejsza w muzyce zespołu zgrzytliwa ściana gitarowego dźwięku zdominowała sekcję rytmiczną. A wokale Shieldsa i grającej również na gitarze Bilindy Butcher były schowane na trzecim, nawet czwartym planie, od czasu do czasu barwiąc hałas bajkową melodią. My Bloody Valentine brzmieli jednocześnie monumentalnie i garażowo, transowo i melancholijnie, głośno i... bardzo głośno. Pisząc niniejszą relację, kilkanaście godzin po koncercie, wciąż słyszę szum w uszach. Po raz pierwszy żałowałem, że nie zaopatrzyłem się przed koncertem w zatyczki chroniące słuch.
![]() Kevin Shields (My Bloody Valentine) w Roskilde Jaką odmianą był zatem koncert Neila Younga, który w momencie, gdy zjawiłem się pod główną scenę festiwalu, zaczynał akustyczną część setu. Klasyczne kompozycje, jak "Oh, Lonesome Me", "The Needle And The Damage Done", "Heart Of Gold" czy "Old Man" oczywiście wzbudziły olbrzymi entzuzjazm kilkudziesięciu tysięcy osób. Każdy z utworów prezentowany był osobnym obrazem z tytułem piosenki, a i sam Young ubrany był w strój pochlapany farbą. Później 63-letni artysta, z którym o miano najbardziej witalnego staruszka na rockowej scenie może bić się jedynie Keith Richards z The Rolling Stones, wziął do ręki gitarę elektryczną i zagrał kilkunastominutową, wciągającą i wspaniale rozwijającą się kompozycję "No Hidden Path" z ostatniej płyty "Chrome Dreams II". Później artysta i zespół zeszli ze sceny. Wyklaskany bis składał się tylko z jednego utworu - Neil Young zaskoczył wszystkich, prezentując brudną wersję "A Day In A Life" The Beatles, podczas której zerwał większość strun w gitarze, dając tym samym do zrozumienia, że to już naprawdę koniec. ![]() Judas Priest Dziś zakończenie Roskilde 2008. Głównymi gwiazdami będą legendy: thrashowa (Slayer), alt country'owa (Bonnie 'Prince' Billy) i hiphopowa (Jay-Z). Wystąpi także nieobliczalna Cat Power. Artur Wróblewski, Roskilde Źródło: Interia.pl
Set as favorite
Bookmark
Email This
Odsłon: 126 Komentarze (0)Napisz Komentarz |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|









Tegoroczna trasa będzie miała charakter szczególny, a mianowicie będzie trasą jubileuszową z okazji 20-lecia istnienia zespołu!! Tym samym postanowiono połączyć doroczną trasę AGT z owym wydarzeniem. Będzie to nie lada gratka dla miłośników grupy Closterkeller!
W Upside Down zawsze najważniejsza była, jest i będzie muzyka. Jesteśmy z Bydgoszczy i lubimy się nieźle spocić na koncercie. Nie zajmujemy się zmienianiem świata na lepsze!!! Sami podejmujemy wszelkie decyzje dotyczące zespołu, ale nie określamy się jako kapela niezależna, ponieważ w dzisiejszym świecie to słowo to abstrakcja. W życiu prywatnym jesteśmy zwykłymi
konsumentami, pracującymi dla wstrętnych kapitalistów, aby mieć kasę na życie i granie, i niczym nie różnią się od milionów młodych ludzi przemierzających codziennie nasze ulice.


