| Off Festival buduje swój klimat |
|
|
| 10.08.2008. | |
![]() Czesław Śpiewa Ta impreza z roku na rok coraz wyraźniej rysuje swój charakter. Charakter - trzeba przyznać - jak na polskie warunki wyjątkowy i unikalny, porównywalny z zagranicznymi "niszowymi" Primaverą czy All Tomorrow Parties. Bo kto odważyłby się w naszym kraju urządzić biletowany festiwal bez rozpoznawalnej, powszechnie znanej gwiazdy? Jedni sprowadzają pierwszoplanowych, ale mainstreamowych, wykonawców, inni stawiają na artystów, którzy lata świetności mają za sobą. Na Off'ie nie ma ani jednego, ani drugiego. Na szczęście organizatorzy konsekwentnie budują klimat Off'a jako święta muzyki niezależnej i nie kusi ich pójście na skróty w celu zwiększenia frekwencji. Choć nie da się uciec wrażeniu, że dla wielu festiwalowiczów największym magnesem były zespoły Hey i Lao Che, a w zeszłym roku Katarzyna Nosowska. Na tych bowiem koncertach stawiła się najliczniejsza publiczność. Właśnie wspomniani Lao Che, którzy zamknęli festiwal na scenie głównej, zostali chyba najgłośniej oklaskiwani podczas sobotnich koncertów. O miano najlepiej przyjętego polskiego koncertu mógł z płocczanami rywalizować tylko Czesław Śpiewa - podobnie jak Lao Che fenomen na krajowym rynku fonograficznym. Co łączy tych artystów? Muzycznie chyba nic. Ale i Lao Che, i Czesław Mozil znaleźli własne pokrętne i nieoczywiste artystycznie ścieżki, którym udało się dotrzeć do Polaków. Klasę pokazał także Izrael '83. Zastanawiające, że nawet po dwóch dekadach piosenki Roberta Brylewskiego nie straciły nic ze swojego przekazu. A muzyka? Mieszanka reggae i punk rocka jest nieśmiertelna... Zawiodła natomiast amerykańska formacja Menomena. Nie wiem, czy to kwestia braku scenicznego obycia, czy może nieumiejętności oddania na żywo przerysowanych i eklektycznych piosenek tria, ale koncert Menomeny był niespójny i niewciągający. British Sea Power, jako główna zagraniczna gwiazda sobotnich koncertów, sprawdzili się na największej scenie. Komplementy pod adresem mysłowickiej publiczność były nieodzownym elementem każdego off'owego koncertu, ale w wypadku British Sea Power pochwały nie były rzucane na wiatr. Dodajmy, że instrumentalnie stricte rockowy kwartet wspomagała skrzypaczka. Ciekawie zapowiadał się koncert Singapore Sling. Cztery gitary w dobrze nagłośnionym namiocie to gwarancja wręcz fizycznych doznań na koncercie. Ale Islandczycy mieli tego pecha, że w off'owym namiocie było... za cicho. I wbrew temu, co reklamowali organizatorzy w festiwalowej książeczce, na występie Singapore Sling nie było "ostrej jazdy bez trzymanki". Wczoraj informowaliśmy o żywmy zainteresowaniu Szkotów z Mogwai polską piłką nożną. Jak się okazało, kwintet postanowił w sobotę wybrać się do Krakowa na mecz Wisły z Polonią Bytom, by na własne oczy przekonać się jak prezentuje się polska liga. Stąd przecież wywodzi się ich idol - bramkarz Celticu Glasgow, Artur Boruc. Relację z pierwszego dnia Off Festivalu zakończyliśmy wzmianką o Tymonie Tymańskim, konferansjerze imprezy. Trójmiejski artysta i drugiego dnia nie obniżał poziomu - tym razem pojawił się na scenie w samych slipach... Artur Wróblewski, Mysłowice Źródło: Interia.pl
Set as favorite
Bookmark
Email This
Odsłon: 216 Komentarze (0)Napisz Komentarz |
|
| Zmieniony ( 18.08.2008. ) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

Wrocławianom nie trzeba specjalnie przedstawiać Leszka Cichońskiego i jego zespół. Polski gitarzysta bluesowy, kompozytor i aranżer. Wykładowca warsztatów muzycznych w Bolesławcu, Brodnicy i Zakrzewie. Organizator Thanks Jimi Festival i Gitarowego Rekordu Guinnessa we Wrocławiu. Autor kursów do nauki gry na gitarze "Blues – Rock Guitar Workshop" i "Gitarowe ABC".





Tegoroczna trasa będzie miała charakter szczególny, a mianowicie będzie trasą jubileuszową z okazji 20-lecia istnienia zespołu!! Tym samym postanowiono połączyć doroczną trasę AGT z owym wydarzeniem. Będzie to nie lada gratka dla miłośników grupy Closterkeller!
W Upside Down zawsze najważniejsza była, jest i będzie muzyka. Jesteśmy z Bydgoszczy i lubimy się nieźle spocić na koncercie. Nie zajmujemy się zmienianiem świata na lepsze!!! Sami podejmujemy wszelkie decyzje dotyczące zespołu, ale nie określamy się jako kapela niezależna, ponieważ w dzisiejszym świecie to słowo to abstrakcja. W życiu prywatnym jesteśmy zwykłymi
konsumentami, pracującymi dla wstrętnych kapitalistów, aby mieć kasę na życie i granie, i niczym nie różnią się od milionów młodych ludzi przemierzających codziennie nasze ulice.


