| Radiohead odpaliło Roskilde |
|
|
| 04.07.2008. | |
![]() Thom Yorke Ciężko pisze się o koncercie zespołu, który został udokumentowany i skomplementowany na wszystkie możliwe sposoby. Zasłużenie. Jakiekolwiek oczekiwania związane z koncertem Radiohead można z założenia wrzucić do kosza, bo ten zespół jest nieprzewidywalny. Po czwartkowym występie formacji brakowało słów, natomiast w głowie kłębiło się tysiące myśli. Przede wszystkim wielkie brawa za to, że z festiwalowego, oglądanego przez około 100 tysięcy osób koncertu, Radiohead potrafili uczynić kameralny show. Za sprawą charyzmy muzyków nie odczuwało się odległości i bezosobowości występów dla festiwalowych widzów. Kiedy Thom Yorke, akompaniując sobie jedynie gitarą akustyczną, śpiewał wstęp do "Exit Music (For A Film)" czy liryczne "Videotape", milkły głośne rozmowy, a ludzie słuchali muzyki. Niebywałe. Co z tego niesamowitego występu większość widzów zapamięta pewnie na długie lata? Mogący kruszyć mury przesterowany bas Colina w "My Iron Lung"? Opisany wyżej akustyczny początek "Exit Music (For A Film)", na wspomnienie którego wciąż przechodzą ciarki? Paranoiczny taniec Thoma podczas "Idioteque"? Porywającą i wzruszającą jednocześnie końcówkę "Jigsaw Falling Into Place"? Śpiewane przez 100 tysięcy osób słowa: "This is what you get when you mess with us" z "Karma Police"? Morze zapalnicz..., to znaczy świecących telefonów komórkowych, podczas podniosłej, chóralnej części mini-suity "Paranoid Android"? A może wszystkie te momenty i pewnie tysiąc innych, bo Radiohead zafundowali show jedyny w swoim rodzaju. ![]() Tłumy na występie Radiohead Doznania już czysto artystyczne szły w parze z mocno zaakcentowanym przekazem politycznym. W centralnym punkcie sceny Radiohead rozwiesili flagę Tybetu, przypominając wszystkim festiwalowiczom, że gdzieś daleko stąd ludzie zamiast emocjonować się muzyką, cieszą się z każdego przeżytego na wolności dnia. Dodam jeszcze, że polscy dziennikarze, którzy mieli okazję widzieć już koncerty Radiohead stwierdzili, że występ w Roskilde był świetny, ale zespół stać na jeszcze lepsze. Aż trudno sobie to wyobrazić... Dwugodzinny koncert Radiohead zepchnął w cień wszystkie inne czwartkowe wydarzenia. ![]() Duffy Natomiast Amerykanie zaproponowali własną wersję stoner rocka, zaprawioną bluesowymi klimatami. W mocno inspirowanej dokonaniami Black Sabbath czy przedsięwzięciami Josha Homme'a (Kyuss czy Queens Of The Stone Age) muzyce wyróżniał się charakterystyczny, przypominający Glenna Danziga wokal Neilla Fallona. Kraciaste koszule, brody i czapki z daszkiem charakterystyczne dla amerykańskich kierowców ciężarówek (wiecie, te z siateczką z tyłu...) idealnie współgrały z mocno amerykańskim repertuarem Clutch. Jeżeli jesteśmy już przy image'u, to nagroda za najbardziej obciachowe kostiumy scenieczne - artyści raczej nie pojawiają się tak ubrani na przyjęciach - w tym roku trafiła do Nowojorczyków z MGMT. Kolorowe chusty na głowach, różowo-seledynowe szorty i podkoszulki oraz przeciwsłoneczne Ray-Ban Wayfarery (tak przy okazji - najpopularniejszy model okularów na tegorocznym Roskilde) - tak się noszą Ben Goldwasser i Andrew VanWyngarden. ![]() Mała fanka Duffy W piątek, 4 lipca, w Roskilde wystąpią między innymi Band Of Horses, Nick Cave z grupą Grinderman, CocoRosie, Goldfrapp czy nowa sensacja z Nowego Jorku - Yessayer. Artur Wróblewski, Roskilde Źródło: Interia.pl
Set as favorite
Bookmark
Email This
Odsłon: 119 Komentarze (0)Napisz Komentarz |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

Wrocławianom nie trzeba specjalnie przedstawiać Leszka Cichońskiego i jego zespół. Polski gitarzysta bluesowy, kompozytor i aranżer. Wykładowca warsztatów muzycznych w Bolesławcu, Brodnicy i Zakrzewie. Organizator Thanks Jimi Festival i Gitarowego Rekordu Guinnessa we Wrocławiu. Autor kursów do nauki gry na gitarze "Blues – Rock Guitar Workshop" i "Gitarowe ABC".








Tegoroczna trasa będzie miała charakter szczególny, a mianowicie będzie trasą jubileuszową z okazji 20-lecia istnienia zespołu!! Tym samym postanowiono połączyć doroczną trasę AGT z owym wydarzeniem. Będzie to nie lada gratka dla miłośników grupy Closterkeller!
W Upside Down zawsze najważniejsza była, jest i będzie muzyka. Jesteśmy z Bydgoszczy i lubimy się nieźle spocić na koncercie. Nie zajmujemy się zmienianiem świata na lepsze!!! Sami podejmujemy wszelkie decyzje dotyczące zespołu, ale nie określamy się jako kapela niezależna, ponieważ w dzisiejszym świecie to słowo to abstrakcja. W życiu prywatnym jesteśmy zwykłymi
konsumentami, pracującymi dla wstrętnych kapitalistów, aby mieć kasę na życie i granie, i niczym nie różnią się od milionów młodych ludzi przemierzających codziennie nasze ulice.


