| Foo Fighters - 'Echoes, Silence, Patience & Grace' |
|
|
| 01.06.2008. | |
|
Nie ukrywam, że do Dave'a Grohla czuję ogromną sympatię i szacunek, ponieważ ten bardzo skromny muzyk niejednokrotnie już udowodnił, że potrafi grać (momentami nawet brawurowo dobrze - wystarczy zapoznać się z "Killing Joke" Killing Joke, czy "Songs for the Deaf" Queens of the Stone Age) nie tylko na perkusji ale także na gitarze, potrafi też komponować chwytliwe riffy i doskonale śpiewać, jednym słowem o popularności świadczy coś więcej niż tylko nazwisko lidera. Poprzednie albumy grupy spotkały się z pozytywnym odbiorem ze strony fanów rocka na całym świecie. Przejdę jednak do samej opinii na temat "Echoes, Silence, Patience & Grace". Po krótkim i podniosłym wstępie uderza w głośniki "The Pretender", pierwszy singiel z tego albumu. Jest to z pewnością jeden z najlepszych utworów na płycie. Czysta energia, przebojowość, świetny, naprawdę chwytliwy refren. Podoba mi się sposób, w jaki sposób wątki w utworze narastają i eksplodują. Jedyne, czego żałuję, to to, że na albumie takich utworów jest niewiele. Foo Fighters skupili się na zdecydowanie spokojniejszej twórczości, na rockowych balladach i wolniejszych kompozycjach. Tak też zaczyna się "Let it Die", drugi numer na "Echoes..". Podobnie jak poprzednik, piosenka ta rozkręca się z biegiem czasu, gitary akustyczne przechodzą w przesterowane riffy, wokal akcentuje coraz głośniej, aż do wrzasku. Kolejna udana pozycja warta uwagi. Drugi singiel "Long Road to Ruin" nie zawodzi. Krótkie, mocne uderzenie, bez grama popowego przesłodzenia, a jednocześnie z dużą dozą przebojowości. Płyta utrzymuje podobny poziom aż do samego końca. Nie należy się tu spodziewać rewolucji w żadnym wypadku. "Echoes.." wypełniają kompozycje proste, opierające się raczej na chwytliwości niż nowatorskości. W kilku jednak momentach Foo Fighters mnie zaskoczyli. Takim przykładem może być "Statues", utwór mniej nowoczesny, zdecydowanie bardziej staroświecki, wypełniony fortepianowymi akordami i nawiązaniami do muzyki lat 70. Ciekawostką jest również instrumentalna, gitarowa przygrywka w postaci "The Ballad Of The Beaconsfield Miners". Jeśli znacie Foo Fighters głównie z zabawnych wideoklipów , bądź koneksji z Nirvaną, warto zapoznać się szerzej z twórczością grupy. Bez wątpienia najnowsza produkcja zespołu nie zrazi do siebie fanów przebojowego, amerykańskiego rocka, opatrzonego solidnym, klarownym brzmieniem i wpadającymi w ucho refrenami. Bez żadnych wyrzutów sumienia, daję tej płycie solidną ósemkę, bo to album przekazujący to co w rockowej muzyce pozytywne i szczere. A Foo Fighters życzę jeszcze prężnie rozwijającej się kariery. Autor: Ugluk
Set as favorite
Bookmark
Email This
Odsłon: 232 Komentarze (0)Napisz Komentarz |
|
| Zmieniony ( 01.06.2008. ) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

Wrocławianom nie trzeba specjalnie przedstawiać Leszka Cichońskiego i jego zespół. Polski gitarzysta bluesowy, kompozytor i aranżer. Wykładowca warsztatów muzycznych w Bolesławcu, Brodnicy i Zakrzewie. Organizator Thanks Jimi Festival i Gitarowego Rekordu Guinnessa we Wrocławiu. Autor kursów do nauki gry na gitarze "Blues – Rock Guitar Workshop" i "Gitarowe ABC".





Tegoroczna trasa będzie miała charakter szczególny, a mianowicie będzie trasą jubileuszową z okazji 20-lecia istnienia zespołu!! Tym samym postanowiono połączyć doroczną trasę AGT z owym wydarzeniem. Będzie to nie lada gratka dla miłośników grupy Closterkeller!
W Upside Down zawsze najważniejsza była, jest i będzie muzyka. Jesteśmy z Bydgoszczy i lubimy się nieźle spocić na koncercie. Nie zajmujemy się zmienianiem świata na lepsze!!! Sami podejmujemy wszelkie decyzje dotyczące zespołu, ale nie określamy się jako kapela niezależna, ponieważ w dzisiejszym świecie to słowo to abstrakcja. W życiu prywatnym jesteśmy zwykłymi
konsumentami, pracującymi dla wstrętnych kapitalistów, aby mieć kasę na życie i granie, i niczym nie różnią się od milionów młodych ludzi przemierzających codziennie nasze ulice.


