Menu serwisu
Strona główna
Włącz radio
> Kanał Rock
> Kanał Mystica
> Kanał CafeClub
Działy Tematyczne:
Galeria zdjęć
Archiwum Newsów
Szukaj
Forum
Sznurki
- Kultura
Informacja prawna
Załoga Radia
Konsola Pozdrowień
Chat
Przystanek Woodstock
Hunter Fest
- Oferujemy
- Patronujemy koncertom
- Recenzje płyt
- Muzyczne Plotki
- Zespoły Tygodnia
- Muzyczna szuflada
- Kontakt
Polecamy

 

Candlemor

 

Go Rock!
Promowane zespoły
Openspace, George Dorn Screams, Dark Hamster, DeLate, Root, NOL, ASPIRINE, DeLaCore, Thy Disease, Believe, NOFF, Sellisternium, Radio Bagdad, Orbita Wiru
Glen Hansard, Markéta Irglová - 'Once' PDF Drukuj Email
Wpisał: Goldmoon   
25.04.2008.

Nagrodzony Oscarem soundtrack z filmu "Once" jest u nas jednym z najlepiej sprzedających się albumów z muzyką filmową. To płyta-fenomen. Nie ma tu brzmieniowych eksperymentów czy rewolucyjnych harmonii. Niepozorne, wpadające w ucho tematy są prosto zaaranżowane, zagrane w skromnym składzie i zaśpiewane w przewidywalnych często dwugłosach. A jednak wszystko to razem olśniewa - szczerością, zaraźliwą energią, naturalną radością wspólnego grania.

Glen Hansard, obdarzony charyzmatycznym wokalem frontman The Frames, a wcześniej uliczny muzyk (którego zresztą gra w filmie), ma talent do pisania piosenek, które wywołują dreszcze - proste melodie, trochę nierzeczywiste teksty podszyte tęsknotą, nadzieją, ale i rezygnacją (jak w tytułowym "Once") mają nieodparty, melancholijny wdzięk. Trudno zapomnieć na przykład niezwykły finał "Lies", kiedy pełen powietrza temat, rozrasta się w głośny, niepokojący muzyczny bałagan i kończy wyszeptaną niemal frazą: "So plant the thought and watch it grow/ Wind it up and let it go" ("Zasiej myśl i patrz jak dojrzewa/ Zerwij ją i pozwól jej odejść").

Hansard i 20-letnia czeska pieśniarka folkowa Markéta Irglová nie próbują odkrywać muzycznej Ameryki i zdają sobie sprawę z własnych ograniczeń - Irlandczyk nie udaje wirtuoza gitary, a Irglová swój dość przeciętny głos i dziecinny chwilami fortepian słusznie wycofuje na drugi plan budują jedynie klimat. Choćby w trochę zbyt patetycznej balladzie "Falling Slowly", która chwyciła za serce oscarową Akademię czy energetycznym "When Your Mind's Made Up", w którym Hansard spala się, prawie krzyczy, ale to właśnie eteryczny falset Irglovej jest tu świetnym, emocjonalnym dopełnieniem.

Co ciekawe, aż pięć piosenek z "Once" (w tym "Falling Slowly") pochodzi z albumu "The Swell Season", który Hansard i Irglová nagrali już w 2006 roku (tytuł nawiązywał do powieści "Fajny sezon" Josefa Skvarecky'ego, ulubionego pisarza Hansarda). Na "Once" zaaranżowano je jednak bardziej surowo (piosenki brzmią często, jakby nagrywane były w domowym pokoju), zgrano z fabułą.

Promujące album "Falling Slowly" może nas zmylić. Cała płyta jest bardziej różnorodna i zaskakuje pomysłami: prymitywnym syntezatorem w "Fallen From the Sky" czy zaimprowizowanym na planie "Broken Hearted Hoover Fixer Sucker Guy" - ukłonem w stronę tradycyjnego musicalu, gdzie na pytania odpowiada się piosenkami.

Film Carneya takim musicalem oczywiście nie jest, podobnie jak płyta z "Once" nie jest zwykłym zestawem utworów: to rozpisana na popularne piosenki, smutno-gorzka miłosna opowieść. Nieuchwytna, niedopowiedziana, nie narzucająca się. Nie wybitna, a jednak niezwykła.

Glen Hansard, Markéta Irglová, "Once", Sony BMG 2008

Autor: MAGDALENA FELIS
Źródło: Gazeta Wyborcza

Zmieniony ( 25.04.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »