Aktualnie gramy

  Na antenie: Stone Temple Pilots - Wicked Garden
Queen jednak nie przyjedzie

Paul Rodgers i Brian May, z tyłu Roger Taylor (Queen) - fot. Gareth Cattermole
Paul Rodgers i Brian May, z tyłu Roger Taylor (Queen)
Słynna rockowa grupa Queen z wokalistą Paulem Rodgersem miała być gwiazdą koncertu w Stoczni Gdańskiej z cyklu "Przestrzeń wolności". Impreza się jednak nie odbędzie.

Występ Queen był zapowiadany na 20 września. Miał być kolejną wielką muzyczną imprezą, która uświetni powstanie "Solidarności". W cyklu "Przestrzeń wolności" wzięli wcześniej udział Jean-Michel Jarre, Rod Stewart i David Gilmour. Dwa z niezapomnianych gdańskich wieczorów tak przypadły do gustu artystom - Jarre'owi i Gilmourowi - że ich zapis doczekał się wydania na CD i DVD. Album gitarzysty Pink Floyd ukaże się 22 września - czytamy w "Rzeczpospolitej".

Gazeta informuje, że powodem odwołania imprezy jest zmiana w kierownictwie banku PKO BP, który zrezygnował ze sponsorowania imprezy. Ale cykl "Przestrzeń wolności" nie został zlikwidowany, lecz tylko zawieszony. Rozpisano konkurs na nowego prezesa Fundacji Gdańskiej, która go realizuje.

 
Animowany serial o bliźniakach K.

Satyra polityczna w Polsacie

Animowany serial o bliźniakach K.W Polsacie we wrześniu rusza nowy serial animowany "Saloon gier". Jego akcja toczy się w podziemiach Sejmu, a jego bohaterami są politycy z pierwszych stron gazet: prezydent Lech Kaczyński i jego brat Jarosław, premier Donald Tusk czy Janusz Palikot - czytamy w DZIENNIKU.

Właścicielami podziemnego salonu gier są bliźniacy Bracia K., którzy do złudzenia przypominają braci Kaczyńskich. Salon przejęli od bohaterów poprzedniej serii "Saloonu Gier”, którą w 2005 r. pokazywała TVP, czyli Olka (przypominającego byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego) i Leszka (byłego premiera Leszka Millera).

 
Lao Che - 'Gospel' PDF Drukuj Email
05.03.2008.

Trzy lata trzeba było czekać na kolejny krążek płockiej kapeli Lao Che. Sukces poprzedniej płyty "Powstanie Warszawskie" wysoko ustawił poprzeczkę oczekiwań. Ale zespół sprostał im na swój radykalny sposób. DZIENNIK recenzuje nową płytę Lao Che - "Gospel".

Po nagraniu płyty, która od razu przeszła do historii, można zrobić dwie rzeczy – zakończyć karierę lub dalej grać swoje. Tylko co znaczy swoje w przypadku zespołu, który garściami czerpie z literatury, historii i w oryginalny sposób przetwarza dowolne gatunki muzyczne? „Gospel” daje bezkompromisową odpowiedź i zaskakuje już na etapie okładki. Zamiast mrocznej estetyki „Guseł” i wydawnictw związanych z „Powstaniem Warszawskim” dostajemy jasne, kremowe opakowanie z napisami z kolorowej posypki do słodkich deserów. Do tego tytuły utworów wypisane literami przypominającymi logo Google i wizerunek ryby, symbolu chrześcijaństwa, na płycie zespołu, którego pierwszy krążek zaszufladkowano jako rock pogański.

Lao Che musiało zdecydować: płyta z piosenkami czy kolejny koncept-album? A jeśli spójna całość, to jaki motyw przewodni? Do jakiej tradycji lub epoki się odwołać? Co może dorównać nośnością opowieści o walczącej Warszawie? Odpowiedź jest radykalna i brawurowa: Pismo Święte. „Gospel” jest przesiąknięte biblijnymi odwołaniami i chrześcijańską symboliką: „Drogi Panie”, „Bóg zapłać”, „Zbawiciel Diesel”, „Hydropiekłowstąpienie”, „Paciorek” – tytuły nie wymagają interpretacji.

A więc rock chrześcijański? Przeciwnie – Lao Che nie odcina się od korzeni. Narrator tej opowieści nie ma w sobie wiele pokory i na pewno nie klęka przez Bogiem. Bez przerwy kłóci się z Nim, wręcz pyskuje i wykrzykuje swoje żale w pijackim widzie. Bywa w tym przekonujący, straszny, ale bywa też i groteskowy. Te dialogi pędzą w rytmie szalonej, skocznej, niemal cyrkowej muzyki. Pełno w niej zapożyczeń czytelnych dla publiczności osłuchanej z rockiem i punkiem. Trafimy na bluesa, reggae i ska, a nawet muzykę latynoską, ale wszystko to wzięte w cudzysłowie i poddane obróbce nadającej charakterystycznego klimatu, bez popadania w tani pastisz czy kicz.

Sporo tu ostrych przełamań tempa, zwrotów akcji i wahań nastrojów – tego co znamy z „Powstania Warszawskiego”. Podobnie jak zadziorność i power, który nie jest wynikiem prostej sumy zebranych do kupy elementów; jest niespotykaną dziś w muzyce wartością dodaną, przemyconą między taktami i wierszami.

Całość robi wrażenie, którego skali nie chcę mierzyć „Powstaniem Warszawskim”, bo z porównania z taką płytą mało kto może wyjść obroną ręką. Zespół Lao Che zmierzył się z oczekiwaniami ironią i dystansem, zachował własny styl, a przy okazji nagrał świetną, rockową płytę z dobrym pomysłem i mocnymi tekstami.

Autor: Karol Kobo
Źródło: Dziennik.pl

Zmieniony ( 05.03.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »