Aktualnie gramy

  Na antenie: Ozzy Osbourne - Civilize The Universe
Koncert dla koneserów - KONKURS!

Tim Mitchell & Leszek Cichoński BandWrocławianom nie trzeba specjalnie przedstawiać Leszka Cichońskiego i jego zespół. Polski gitarzysta bluesowy, kompozytor i aranżer. Wykładowca warsztatów muzycznych w Bolesławcu, Brodnicy i Zakrzewie. Organizator Thanks Jimi Festival i Gitarowego Rekordu Guinnessa we Wrocławiu. Autor kursów do nauki gry na gitarze "Blues – Rock Guitar Workshop" i "Gitarowe ABC".

Leszek Cichoński od wielu lat zaprasza do Polski różnych gitarzystów i wokalistów z USA. Stało się to jego tradycją. Z okazji swoich urodzin Leszek Cichoński zorganizował specjalny koncert na który zaprosił czarnoskórego wokalistę soulowego - Tima Mitchella

koncert: Tim Mitchell & Leszek Cichoński Band
miejsce: Klub Liverpool (Wrocław, Świdnicka 37)
kiedy: 25.11.2008 godz. 20:00, wstęp: 30 pln normalny, 15 pln ulgowy*

*- ulgowy dotyczy studentów i certyfikowanych uczestników bicia Gitarowego Rekordu Guinessa na wrocławskim Rynku.

Mamy dla was dwa podwójne zaproszenia na ten jakże niezwykły koncert. Aby się dowiedzieć co należy zrobić by takie zaproszenie otrzymać, czytaj dalej

 
Paul Newman nie żyje

Paul Newman
Paul Newman
Amerykański aktor i reżyser Paul Newman zmarł w wieku 83 lat po walce z rakiem. O śmierci legendy kina poinformowała w sobotę rzeczniczka Newmana.

Marni Tomljanovic, rzeczniczka gwiazdora kina powiedziała, że Newman zmarł w piątek, 26 września na raka w swoim domu na farmie nieopodal Westport, w stanie Connecticut, w otoczeniu członków najbliższej rodziny i przyjaciół. W 2008 sierpniu brytyjski dziennik "Daily Mail" informował, że aktor, u którego wykryto raka płuc, ma przed sobą kilka tygodni życia. Podobno po chemioterapii opuścił klinikę na własne życzenie, mówiąc, że pragnie umrzeć w domu. Z powodu choroby musiał zrezygnować z reżyserowania filmu "Of Mice And Men", którego produkcja miała ruszyć jesienią.

 
Metallica - 'Death Magnetic' Drukuj Email
26.09.2008.

Weterani z Metalliki nieraz obiecywali, że jeszcze zaskoczą publiczność. Pokażą, że w grupie wciąż tkwi olbrzymi potencjał. Jednak po kolejnych wpadkach, jakimi były zwłaszcza krążki „ReLoad” (1997) i „St. Anger” (2003), niewielu fanów w to jeszcze wierzyło. Jak się okazuje, niesłusznie. Najnowszy album „Death Magnetic” dowodzi, że James Hetfield i spółka dotrzymali wreszcie słowa.

Oczywiście „Death Magnetic” nie jest płytą na miarę „Master of Puppets” – kamienia milowego w historii heavy metalu. To jednak dobry, chwilami nawet bardzo dobry materiał, bezpośrednio nawiązujący do płyty „...And Justice for All” (1988) z lekkimi ukłonami w stronę tzw. czarnego albumu („Metallica”, 1991). A przy tym wyprodukowany przez Ricka Rubina krążek jest wręcz ostentacyjnie nienowoczesny. Trochę jakby grupa świadomie cofnęła się w czasie. Jakby nie istniało niemal nic, co nagrała przez ostatnie 17 lat. Nawet układ utworów przypomina ten z wczesnych płyt: czwarty numer to ballada, przedostatni – kompozycja instrumentalna. Nie ma tu – może poza całkowicie niepotrzebnym „The Unforgiven III” – hitów, które mogłyby zostać do bólu zgrane przez komercyjne stacje radiowe, nie ma chybionych prób wzbogacenia thrashowej estetyki o elementy innych gatunków. Jest za to powrót do rozbudowanych kompozycji, może nawet zbyt długich (większość trwa ponad siedem minut), za to naładowanych mnóstwem pomysłów. Są solidne gitarowe riffy i znakomite solówki Kirka Hammeta. Nawet Lars Ulrich momentami przypomina sobie, że przed laty był najlepszym perkusistą na metalowej scenie. Słuchając tekstów, można odnieść wrażenie, że muzycy starają się za wszelką cenę zapomnieć o ostatnich latach. Trudno bowiem nie odnieść słów „Rise, fall down, rise again” („wzlot, upadek, ponowny wzlot” – refren kapitalnego utworu „Broken, Beat & Scarred”) do kariery Metalliki.

Ale też sami muzycy przez ostatnie lata robili wszystko, by skazać się na rolę „Rolling Stonesów metalu”. Nagrywali kolejne słabe płyty, których nikt nie chciał słuchać (choć sprzedawały się nie najgorzej – magia nazwy robi swoje), ale jednocześnie zapełniali stadiony podczas tras koncertowych, serwując słuchaczom solidną wiązankę największych hitów. Tak jak w maju tego roku w Chorzowie, gdy podczas dwugodzinnego setu zagrali zaledwie dwie piosenki skomponowane po 1991 roku. Teraz spokojnie mogą do zestawu przebojów dorzucić utwory z nowego krążka. Na odzyskanie pełnego zaufania fanów będą pewnie musieli poczekać przynajmniej do premiery następnej płyty. Jednak „Death Magnetic” to zdecydowanie krok w dobrym kierunku.

Jakub Demiańczuk
Źródło: Dziennik.pl

Komentarze (0)

Zapisz sie do RRS feed tego komentarza

Napisz Komentarz

mniejsze | większe okno
security image
Ponizej Wpisz Kod bezpieczenstwa

busy
Zmieniony ( 26.09.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »