| Metallica - 'Death Magnetic' |
|
|
| 26.09.2008. | |
|
Oczywiście „Death Magnetic” nie jest płytą na miarę „Master of Puppets” – kamienia milowego w historii heavy metalu. To jednak dobry, chwilami nawet bardzo dobry materiał, bezpośrednio nawiązujący do płyty „...And Justice for All” (1988) z lekkimi ukłonami w stronę tzw. czarnego albumu („Metallica”, 1991). A przy tym wyprodukowany przez Ricka Rubina krążek jest wręcz ostentacyjnie nienowoczesny. Trochę jakby grupa świadomie cofnęła się w czasie. Jakby nie istniało niemal nic, co nagrała przez ostatnie 17 lat. Nawet układ utworów przypomina ten z wczesnych płyt: czwarty numer to ballada, przedostatni – kompozycja instrumentalna. Nie ma tu – może poza całkowicie niepotrzebnym „The Unforgiven III” – hitów, które mogłyby zostać do bólu zgrane przez komercyjne stacje radiowe, nie ma chybionych prób wzbogacenia thrashowej estetyki o elementy innych gatunków. Jest za to powrót do rozbudowanych kompozycji, może nawet zbyt długich (większość trwa ponad siedem minut), za to naładowanych mnóstwem pomysłów. Są solidne gitarowe riffy i znakomite solówki Kirka Hammeta. Nawet Lars Ulrich momentami przypomina sobie, że przed laty był najlepszym perkusistą na metalowej scenie. Słuchając tekstów, można odnieść wrażenie, że muzycy starają się za wszelką cenę zapomnieć o ostatnich latach. Trudno bowiem nie odnieść słów „Rise, fall down, rise again” („wzlot, upadek, ponowny wzlot” – refren kapitalnego utworu „Broken, Beat & Scarred”) do kariery Metalliki. Ale też sami muzycy przez ostatnie lata robili wszystko, by skazać się na rolę „Rolling Stonesów metalu”. Nagrywali kolejne słabe płyty, których nikt nie chciał słuchać (choć sprzedawały się nie najgorzej – magia nazwy robi swoje), ale jednocześnie zapełniali stadiony podczas tras koncertowych, serwując słuchaczom solidną wiązankę największych hitów. Tak jak w maju tego roku w Chorzowie, gdy podczas dwugodzinnego setu zagrali zaledwie dwie piosenki skomponowane po 1991 roku. Teraz spokojnie mogą do zestawu przebojów dorzucić utwory z nowego krążka. Na odzyskanie pełnego zaufania fanów będą pewnie musieli poczekać przynajmniej do premiery następnej płyty. Jednak „Death Magnetic” to zdecydowanie krok w dobrym kierunku. Jakub Demiańczuk
Set as favorite
Bookmark
Email This
Odsłon: 1804 Komentarze (0)Napisz Komentarz |
|
| Zmieniony ( 26.09.2008. ) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

Wrocławianom nie trzeba specjalnie przedstawiać Leszka Cichońskiego i jego zespół. Polski gitarzysta bluesowy, kompozytor i aranżer. Wykładowca warsztatów muzycznych w Bolesławcu, Brodnicy i Zakrzewie. Organizator Thanks Jimi Festival i Gitarowego Rekordu Guinnessa we Wrocławiu. Autor kursów do nauki gry na gitarze "Blues – Rock Guitar Workshop" i "Gitarowe ABC".





Tegoroczna trasa będzie miała charakter szczególny, a mianowicie będzie trasą jubileuszową z okazji 20-lecia istnienia zespołu!! Tym samym postanowiono połączyć doroczną trasę AGT z owym wydarzeniem. Będzie to nie lada gratka dla miłośników grupy Closterkeller!
W Upside Down zawsze najważniejsza była, jest i będzie muzyka. Jesteśmy z Bydgoszczy i lubimy się nieźle spocić na koncercie. Nie zajmujemy się zmienianiem świata na lepsze!!! Sami podejmujemy wszelkie decyzje dotyczące zespołu, ale nie określamy się jako kapela niezależna, ponieważ w dzisiejszym świecie to słowo to abstrakcja. W życiu prywatnym jesteśmy zwykłymi
konsumentami, pracującymi dla wstrętnych kapitalistów, aby mieć kasę na życie i granie, i niczym nie różnią się od milionów młodych ludzi przemierzających codziennie nasze ulice.


