| Nick Cave & The Bad Seeds - 'Dig, Lazarus, Dig!!!' |
|
|
| 05.03.2008. | |
|
Niecałe 11 lat temu Nick Cave i jego Bad Seeds zawitali do Polski po raz pierwszy. Zagrali dwa koncerty w Sali Kongresowej. Zespół promował wtedy album "The Boatman's Call", ale Cave'a opromieniał wciąż sukces nagranego w roku 1996 "Murder Ballads" z przebojem "Where The Wild Roses Grow", który z legendy muzyki alternatywnej zamienił go w gwiazdę MTV. To ta piosenka - w oryginale śpiewana przez Nicka w duecie z Kylie Minogue - przyciągnęła do Kongresowej sporą część widzów, tak naprawdę nieznających za bardzo jego wcześniejszych dokonań. Na koncercie Cave zaśpiewał ją z Bliksą Bargeldem - wówczas jednym z głównych filarów Bad Seeds, dziś już poza zespołem. Śmiertelnie poważny Nick fantastycznie kontrastował z wcielającym się w rolę Kylie i nieustannie szarżującym w swoich fragmentach tekstu Bargeldem. Ta wersja - w finale obaj panowie padli sobie w ramiona - była absolutnie zaskakująca i pokazała polskiej publiczności zupełnie nowego Cave'a - przewrotnego, dowcipnego, autoironicznego. Warto pamiętać o tamtym koncercie sprzed 11 lat, gdy słucha się "Dig, Lazarus, Dig!!!". Przyzwyczailiśmy się w Cavie widzieć przede wszystkim mistrza nastroju, piewcę szaleństwa, zafascynowanego klasycznym bluesem i Biblią penetratora najbardziej mrocznych zakątków ludzkiej duszy. Nick jednak nigdy - no może poza płytami zespołu The Birthday Party, które nagrywał na początku lat 80. - nie był tak jednoznacznie jednowymiarowy. Dystans, ironia, nawet humor - to wszystko można znaleźć nawet w jego najbardziej niepokojących, brutalnych tekstach. Bardzo dobitnie przypomniał o tym w ubiegłym roku, nagrywając z kilkoma kumplami z The Bad Seeds płytę pod szyldem Grinderman. Powstał album nieomal garażowy, pełen pasji i rockowego hałasu. Ale jednocześnie bardzo przewrotny. "Dig, Lazarus, Dig!!!" to pozycja z tej samej bajki. Co prawda nie aż tak garażowa jak Grinderman, ale też mocno osadzona w tradycyjnym rocku, bluesie czy country. Wszystkie te fascynacje były u Cave'a zawsze. Tyle że na "Dig, Lazarus, Dig!!!" zostały one nieoczekiwanie ugładzone. Zagorzały fan mrocznego, szalejącego Cave'a, słuchając tego albumu, może poczuć się skonfundowany. Przywołujący na myśl klasyczne rockowe granie z lat 60. otwierający album utwór tytułowy, garażowy "Today's Lesson" czy nieomal glamrockowy "Albert Goes West" jeszcze jakoś ujdą. Chociaż i one zadziwiają nieoczekiwanie przystępną - jak na Cave'a - formą, która czyni z nich nieomal idealne radiowe przeboje. Ale co zrobić z pozycjami w rodzaju "Moonland" czy "Hold On To Yourself"? Cave bywał już wiele razy nastrojowy, wyciszony, wręcz liryczny. Ale tak eleganckich, wyprasowanych z wszelkich kantów piosenek nie napisał do tej pory zbyt wiele. To Nick wyluzowany, prześmiewczy, autoironiczny. "Dig, Lazarus, Dig!!!" to swoista gra ze słuchaczem. - Gdzie tu pastisz, a gdzie zupełnie poważne granie, musicie sobie odpowiedzieć sami - zdaje się mówić swoim fanom Cave. W każdym razie trudno się np. nie uśmiechnąć, gdy Nick razem ze swoim zespołem niczym rasowy rockowy macho kusi i uwodzi w "Lie Down Here (And Be My Girl)", aby za chwilę w kończącym płytę "More News From Nowhere" wyznać, że dziewczyna "ma to gdzieś, bo słyszała już podobne bzdety wcześniej". Słucham tej płyty i za każdym kolejnym przesłuchaniem jestem coraz bardziej pewien, że Nick z bardzo dużą przyjemnością wodzi nas na niej za nos. Ale robi to z ogromną klasą i w naprawdę świetnym stylu. Autor: Robert Sankowski
Set as favorite
Bookmark
Email This
Odsłon: 304 Komentarze (0)Napisz Komentarz |
|
| Zmieniony ( 05.03.2008. ) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|







Tegoroczna trasa będzie miała charakter szczególny, a mianowicie będzie trasą jubileuszową z okazji 20-lecia istnienia zespołu!! Tym samym postanowiono połączyć doroczną trasę AGT z owym wydarzeniem. Będzie to nie lada gratka dla miłośników grupy Closterkeller!
W Upside Down zawsze najważniejsza była, jest i będzie muzyka. Jesteśmy z Bydgoszczy i lubimy się nieźle spocić na koncercie. Nie zajmujemy się zmienianiem świata na lepsze!!! Sami podejmujemy wszelkie decyzje dotyczące zespołu, ale nie określamy się jako kapela niezależna, ponieważ w dzisiejszym świecie to słowo to abstrakcja. W życiu prywatnym jesteśmy zwykłymi
konsumentami, pracującymi dla wstrętnych kapitalistów, aby mieć kasę na życie i granie, i niczym nie różnią się od milionów młodych ludzi przemierzających codziennie nasze ulice.


