Menu serwisu
Strona główna
Włącz radio
> Kanał Rock
> Kanał Mystica
> Kanał CafeClub
Działy Tematyczne:
Galeria zdjęć
Archiwum Newsów
Szukaj
Forum
Sznurki
- Kultura
Informacja prawna
Załoga Radia
Konsola Pozdrowień
Chat
Przystanek Woodstock
Hunter Fest
- Oferujemy
- Patronujemy koncertom
- Recenzje płyt
- Muzyczne Plotki
- Zespoły Tygodnia
- Muzyczna szuflada
- Kontakt
Polecamy

 

Candlemor

 

Go Rock!
Promowane zespoły
Openspace, George Dorn Screams, Dark Hamster, DeLate, Root, NOL, ASPIRINE, DeLaCore, Thy Disease, Believe, NOFF, Sellisternium, Radio Bagdad, Orbita Wiru
Nick Cave & The Bad Seeds - 'Dig, Lazarus, Dig!!!' PDF Drukuj Email
Wpisał: Goldmoon   
05.03.2008.

Czternasta już płyta w dorobku Nicka Cave'a i grupy Bad Seeds to kilkadziesiąt minut zaskakująco klasycznej i przewrotnej zarazem muzyki rockowej

Niecałe 11 lat temu Nick Cave i jego Bad Seeds zawitali do Polski po raz pierwszy. Zagrali dwa koncerty w Sali Kongresowej. Zespół promował wtedy album "The Boatman's Call", ale Cave'a opromieniał wciąż sukces nagranego w roku 1996 "Murder Ballads" z przebojem "Where The Wild Roses Grow", który z legendy muzyki alternatywnej zamienił go w gwiazdę MTV. To ta piosenka - w oryginale śpiewana przez Nicka w duecie z Kylie Minogue - przyciągnęła do Kongresowej sporą część widzów, tak naprawdę nieznających za bardzo jego wcześniejszych dokonań. Na koncercie Cave zaśpiewał ją z Bliksą Bargeldem - wówczas jednym z głównych filarów Bad Seeds, dziś już poza zespołem. Śmiertelnie poważny Nick fantastycznie kontrastował z wcielającym się w rolę Kylie i nieustannie szarżującym w swoich fragmentach tekstu Bargeldem. Ta wersja - w finale obaj panowie padli sobie w ramiona - była absolutnie zaskakująca i pokazała polskiej publiczności zupełnie nowego Cave'a - przewrotnego, dowcipnego, autoironicznego.

Warto pamiętać o tamtym koncercie sprzed 11 lat, gdy słucha się "Dig, Lazarus, Dig!!!". Przyzwyczailiśmy się w Cavie widzieć przede wszystkim mistrza nastroju, piewcę szaleństwa, zafascynowanego klasycznym bluesem i Biblią penetratora najbardziej mrocznych zakątków ludzkiej duszy. Nick jednak nigdy - no może poza płytami zespołu The Birthday Party, które nagrywał na początku lat 80. - nie był tak jednoznacznie jednowymiarowy. Dystans, ironia, nawet humor - to wszystko można znaleźć nawet w jego najbardziej niepokojących, brutalnych tekstach. Bardzo dobitnie przypomniał o tym w ubiegłym roku, nagrywając z kilkoma kumplami z The Bad Seeds płytę pod szyldem Grinderman. Powstał album nieomal garażowy, pełen pasji i rockowego hałasu. Ale jednocześnie bardzo przewrotny.

"Dig, Lazarus, Dig!!!" to pozycja z tej samej bajki. Co prawda nie aż tak garażowa jak Grinderman, ale też mocno osadzona w tradycyjnym rocku, bluesie czy country. Wszystkie te fascynacje były u Cave'a zawsze. Tyle że na "Dig, Lazarus, Dig!!!" zostały one nieoczekiwanie ugładzone. Zagorzały fan mrocznego, szalejącego Cave'a, słuchając tego albumu, może poczuć się skonfundowany. Przywołujący na myśl klasyczne rockowe granie z lat 60. otwierający album utwór tytułowy, garażowy "Today's Lesson" czy nieomal glamrockowy "Albert Goes West" jeszcze jakoś ujdą. Chociaż i one zadziwiają nieoczekiwanie przystępną - jak na Cave'a - formą, która czyni z nich nieomal idealne radiowe przeboje. Ale co zrobić z pozycjami w rodzaju "Moonland" czy "Hold On To Yourself"? Cave bywał już wiele razy nastrojowy, wyciszony, wręcz liryczny. Ale tak eleganckich, wyprasowanych z wszelkich kantów piosenek nie napisał do tej pory zbyt wiele.

To Nick wyluzowany, prześmiewczy, autoironiczny. "Dig, Lazarus, Dig!!!" to swoista gra ze słuchaczem. - Gdzie tu pastisz, a gdzie zupełnie poważne granie, musicie sobie odpowiedzieć sami - zdaje się mówić swoim fanom Cave.

W każdym razie trudno się np. nie uśmiechnąć, gdy Nick razem ze swoim zespołem niczym rasowy rockowy macho kusi i uwodzi w "Lie Down Here (And Be My Girl)", aby za chwilę w kończącym płytę "More News From Nowhere" wyznać, że dziewczyna "ma to gdzieś, bo słyszała już podobne bzdety wcześniej".

Słucham tej płyty i za każdym kolejnym przesłuchaniem jestem coraz bardziej pewien, że Nick z bardzo dużą przyjemnością wodzi nas na niej za nos. Ale robi to z ogromną klasą i w naprawdę świetnym stylu.

Autor: Robert Sankowski
Źródło: Gazeta Wyborcza

Zmieniony ( 05.03.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »