Menu serwisu
Strona główna
Włącz radio
> Kanał Rock
> Kanał Mystica
> Kanał CafeClub
Działy Tematyczne:
Galeria zdjęć
Archiwum Newsów
Szukaj
Forum
Sznurki
- Kultura
Informacja prawna
Załoga Radia
Konsola Pozdrowień
Chat
Przystanek Woodstock
Hunter Fest
- Oferujemy
- Patronujemy koncertom
- Recenzje płyt
- Muzyczne Plotki
- Zespoły Tygodnia
- Muzyczna szuflada
- Kontakt
Polecamy

 

Candlemor

 

Go Rock!
Promowane zespoły
Openspace, George Dorn Screams, Dark Hamster, DeLate, Root, NOL, ASPIRINE, DeLaCore, Thy Disease, Believe, NOFF, Sellisternium, Radio Bagdad, Orbita Wiru
Scarlet Sins PDF Drukuj Email
Wpisał: Goldmoon   
04.04.2008.

Wizualnie jest lepiej niż świetnie. Pochodzący z Toronto w Kanadzie Scarlet Sins tworzą bowiem cztery dziewczyny i każda z nich z pewnością warta grzechu. Wokalistka Sylvya Nuvynska (z pochodzenia Polka), gitarzystka Cristina Bishop, basistka Tanya Nicklaus i perkusistka Elie Bertrand tworzą kwartet potrafiący na koncertach bez najmniejszego trudu przyciągnąć uwagę męskiej części publiczności.

A muzycznie? Wbrew obawom naprawdę całkiem nieźle. Przede wszystkim nie jest ani za słodko ani piszcząco. Zespół potrafi dać niezłego hardrockowego czadu nie tracąc przy tym ani na chwilę nic z melodyjności. Utwory takie jak Drown, Reborn, czy balladowy With You bardzo szybko wpadają w ucho a zarazem wprawiają ciało w taneczne poruszenie. Przy Drown sam mimo wieku poskakałbym pod sceną.

W dodatku debiutancka płyta grupy jest świetnie zrealizowana. Ale nic dziwnego, skoro jej producentem został Richard Chycki, odpowiedzialny za brzmienie płyt Micka Jaggera, Aerosmith, Rush czy Dolores O'Riordan. Pozwolił on wydobyć z dziewczyn prawdziwie rockowego ducha nie zatracając ich kobiecości. Taka bowiem - ostra ale bardzo kobieca jest gra zespołu. I taki też jest wokal Sylwii. Pełnej mocy i barwy (ale nie wyjący) śpiew przechodzący w drapieżne brzmienie tryskające metalowym temperamentem. Łyżka dziegciu w tej beczce miodu ? Album pod koniec staje się nieco monotonny, jakby troszkę zabrakło pomysłów. Nie ratują sytuacji dwa balladowe numery - Broken i zamykający płytę No Arguments, choć same w sobie przyjemne jednak zbyt słabym są tu kontrapunktem. Rzecz w tym, że płyta choć świetna to nie sprawia, że zaraz po zakończeniu chciałoby się włączyć ją od początku. Ja potrzebuję nieco odpoczynku, by znów do niej z przyjemnością wrócić. Może po prostu owe ballady zbyt głośne są ? Oprócz zwolnienia jakiś moment wyciszenia by się przydał ? Sama 40-sekundowa wstawka zatytułowana Entre to ciut krótko.

Osobnym tematem jest Strangelove - cover Depeche Mode. Moim zdaniem niezły wybór i ciekawa wersja, brzmiąca jakby spod pióra Scarlet Sins wyszła. I o to chyba chodzi, choć pewnie fanatykom DM może się nie spodobać. Mnie przekonuje.

Strona zespołu: scarletsinsonline.com

Autor: AlkorXIII

Zmieniony ( 04.04.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »